poniedziałek, października 23, 2006


Żyję...

czyli back-to-good.

Przed chwilą przyszedł majster z UPC i po miesiącu czekania w kolejce w końcu podłączył mnie do sieci. Wkrótce pojawi się część zaległych natatek z ostatnich dni, które nabazgrane na kawałkach papieru śniadaniowego czekaja na wstukanie do kompa.
Co u mnie słychać?? Żyję. Wegetuję. Studiu... uczę się. Ale o Alma Mater innym razem. Tymczasem wracam do anatomii...

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

przede wszystkim gratuluje dostania sie! duza sprawa! no i trzymam kciuki za przetrwanie.
ja mialem szkielet pozyczony z LO. prawdziwe poniemieckie kosci, polaczone drucikami i na jakims metalowym stelarzu. nie straszyly, bo byly bez glowy. czaszke pozyczyl inny student.
powodzenia i niczym sie nie przejmuj - to nie sa takie studia, zeby bylo milo, tylko takie zeby przetrwac. zdecydowanej wiekszosci to sie udaje. trzymaj sie. pozdro