środa, lipca 12, 2006


Peterkau, ich muß dich lassen

... czyli manewry czas zacząć.

W południe zjawiłem się w Krakowie. Gratka.pl, stuba u św. Jana, Dziennik Polski, kilka telefonów do ogłoszeniodawców. Z powodu terminów poumawianych spotkań i morderczych upałów - 305 K - kolektywnie zdecydowano o odroczeniu manewrów do dnia następnego. W EMPiKu spotkałem 6 [słownie: 6 :)] osób z mojego byłego już liceum. Jak mawiali starożytni - wszystkie drogi prowadzą... na Wawel... czy jakoś tak... Tego samego dnia zaatakowałem jeszcze dziekanat. Oczarowany urodą budynku (jeszcze nie miałem przyjemności być w sierotku) udałem się do sekretariatu. W przedsionku przed drzwiami tłoczyła się grupka zdezorientowanych kandydatów na pierwszoroczniaków. Jednemu dziewczęciu wychodzącemu z jaskini zła zdarzyło się trzasnąć drzwiami (z powodu przeciągu). Jego (jej?) reakcja była co najmniej komiczna: odwróciła się na pięcie i wydarła na cały głos: PRZEPRASZAM!! Zapewne jakaś góralka.. Po odstaniu swojego, wkroczyłem do małego pomieszczenia, w którym skoszarowano cztery panie. Jedna pani niemiłosiernie się nudziła. Inna zawzięcie klikała myszką w jakąś ikonkę. Coś jej chyba nie szło, bo w trakcie tego intensywnego wysiłku intelektualnego wydawała z siebie dziwne postękiwania. Kolejna pani namiętnie wycinała z papieru jakieś paseczki. Stanąłem więc na środku, nie wiedząc do którego biurka podejść. Stoję, stoję, a tu nagle ktoś mnie gila po nerkach i przemawia zza pleców piskliwym tonem: 'Proszem pana, stoi pan w przejściu... To ile punktów pan sobie wyliczył? Ale pan natrzaskał! Dostanie siem pan. Ja panu mówię. Dostanie siem pan' :> Jak widać - nie taki diabeł straszny. Chrzest bojowy - pierwszą wizytę w dziekanacie - przeżyłem. A to już podobno sukces.

Brak komentarzy: