Zauważyliście może, że bodaj w każdej kamienicy, bloku czy też innym typie zabudowy wielorodzinnej istnieje instytucja 'Babci Blokowej'? Otóż 'BB' - nie mylić z gospodarzem domu, co 'nie da krzywdy zrobić nikomu' - to nie tyle zawód, co hobby, pasja, powołanie. Jest to osoba, najczęściej już na emeryturze, która niczym agent secret service gromadzi w swoich tajnych tekach wszelakie informacje o sąsiadach, w sekretnym dzienniku zapisuje kto, kiedy, gdzie, z kim i dlaczego tak późno; rygorystycznie pilnuje przestrzegania ciszy nocnej: wchodzi na stołek i puka w sufit, gdy o godzinie 22:00:01 gra jeszcze muzyka (czasami, w bardziej ekstremalnych przypadkach, okłada Allahowi ducha winną ścianę kijem od szczotki), wreszcie prowadzi książkę wejść i wyjść..... Zwykle osoba ta odbywa swoją wachtę w oknie (najczęściej mieszka na pierwszym piętrze), bardzo często na parapecie spoczywa poduszka, żeby się odgniotki i inne ciała modzelowate na łokciach nie porobiły, często w czasie swej warty wygłaskuje kotu albo innemu zwierzakowi dziurę w futerku.
U mnie na przykład Babcią Blokową jest... starszy pan, emerytowany oficer, który, oprócz pełnienia wymienionych wcześniej zaszczytnych funkcji, samozwańczo, niczym Griszka Otrepiew, podjął się misji nadzoru nad kluczem od pralni. Wszyscy dawno już go olali i dla świętego spokoju dorobili sobie własny komplet, jedynie moja rodzina - z litości dla tego zdemenciałego, aczkolwiek wzbudzającego sympatię staruszka - aby czuł się on potrzebny kolektywowi wspólnoty mieszkaniowej, wysyła mnie regularnie na manewry celem przechwycenia obiektu wcześniej wspomnianego.
Scenariusz zawsze ten sam: dzwonek do drzwi, szybkie, młodzieńczo rześkie tuptuptuptup za drzwiami, szmer skradania się do wizjera, po czym starszy pan skrzeczącym głosem wysyła zapytanie ‘ktotam!!’. Po podaniu swojej godności wraz z numerem piętra, na którym się mieszka, pan otwiera drzwi. Albo i nie. Najczęściej jednak sezam się rozwiera. Ale żeby nie było tak łatwo: ŁAŃCUSZEK!! Z wąskiej szpary między drzwiami a ościeżnicą wyłania się jedno oko i kosmyk siwych włosów. Przekrwiona gałka przesuwa się po moim ciele, z obrzydzeniem łypie na fryzurę, po czym drzwi się na moment przymykają, aby po chwili ponownie ukazać – tym razem w szerszym spektrum - mroczne czeluście przedpokoju. W tym miejscu zwykle bucha na mnie fala stęchłego powietrza, mieszanina wspomnień po obiadach z całego tygodnia. W oddali słychać głuchy stukot obijanych garnków emitowany przez krzątającą się po kuchni starszą panią. Rzeczona starsza pani nie ma w zwyczaju odpowiadać na rzucone nieśmiało ‘dziędoobryy’. Jest pogrążona w swoich obowiązkach, które ze skupieniem, należytą celebrą i pieczołowitością wykonuje. Ale wróćmy do Blokowej Babci, który to, nagle zaczynając powłóczyć nogami, wspierając się o lasce, podchodzi do zasłaniającej górską fototapetę komody. Strzelając kośćmi schyla się, otwiera najniższą szufladę, namiętnie grzebie w stercie żelastwa. Po chwili znajduje obiekt poszukiwań, ponownie mierzy wzrokiem niespodziewanego gościa i z bólem serca oddaje zestaw brzęczących, połyskujących w świetle czterdziestowatowej żarówki metalowych listków. Tu następują negocjacje dotyczące terminu ich zwrotu, po czym koścista ręka, pchając intruza w plecy, kieruje go w kierunku 'za drzwi'. A niech tylko ktoś spróbuje przetrzymać klucz! Aż wolę nie myśleć, jakie byłyby konsekwencje tego występku.
Właśnie dotarło do mnie, że już za tydzień wyprowadzę się z miejsca, w którym spędziłem 19 lat mojego życia, z którym związane są najmilsze wspomnienia z dzieciństwa. Wszystko jednak wskazuje na to, że w mojej nowej norce natrafiłem na równie doborowe towarzystwo dziwacznych sąsiadów. Ale o tym w następnych odcinkach.
Ostańta Państwo Z Namy!
piątek, września 01, 2006
BB czyli Wielki Brat patrzy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz